Pindera: Ostatni przystanek Husarii

Zaczynali w połowie stycznia meczem z Portoryko w San Juan. Kończą w Pruszkowie spotkaniem z Casiques Wenezuela. Kolejny, pełen emocji sezon Hussars Poland w World Series of Boxing nie dał najważniejszego: olimpijskiego awansu żadnemu z naszych pięściarzy. A szkoda, bo szczęście było blisko.
Najbliższy awansu był Tomasz Jabłoński w wadze średniej. Wygrał sześć walk, przegrał tylko raz z Meirimem Nursułtanowem w Kazachstanie, w meczu z najlepszą drużyną polskiej grupy Astana Arlans, stosunkiem głosów 1:2. Później w podobny sposób pokonał Jabę Chositaszwilego występującego w barwach azerskiego Baku Fires. I ten nieszczęsny werdykt będący świadectwem niekompetencji sędziego punktowego z Algierii, który nie wiedzieć czemu widział zwycięstwo Gruzina spowodował, że Polak stracił szanse na olimpijski paszport z kwalifikacji WSB.
W jego kategorii awansowali Kubańczyk Arlen Lopez i Rosjanin Piotr Chamukow (obaj po 30 pkt. Jabłoński z takim samym dorobkiem punktów zajął trzecie miejsce i awans uciekł mu sprzed nosa. Ale to nie koniec jego szans, by wystąpić w turnieju olimpijskim. Igrzyska w Rio de Janeiro dopiero za kilkanaście miesięcy. Olimpijską przepustkę można będzie zdobyć podczas październikowych mistrzostw świata w Katarze, ale najpierw trzeba się do nich zakwalifikować. Później będą jeszcze trzy turnieje, gdyby w Doha mu się nie powiodło, więc nie ma co się załamywać, bo prawdopodobieństwo, że zobaczymy go w Rio de Janeiro jest duże.
I Jabłoński z całą pewnością zrobi wszystko, by swoją szansę wykorzystać. W tegorocznej edycji WSB pokazał bowiem, że potrafi boksować na wysokim poziomie i wygrywać. Zwyczajnie miał pecha, ale to co się stało, to jeszcze nie koniec świata. Mam nadzieję, że Tomek myśli podobnie i zrobi wszystko, by udowodnić, że zasługuje na olimpijski występ w Rio.
Nie on jeden zresztą. Igor Jakubowski (waga ciężka) też długo był liderem w swojej kategorii, ale przyszła fatalna porażka i kontuzja, której doznał w przegranej przed czasem walce z Wasilijem Lewitem w Kazachstanie. I tylko Kazach ma kwalifikację WSB, a zabrakło jej dla znakomitego Erislandy Savona, który ostatecznie przegrał z regulaminem, a nie z rywalami. Po prostu za walkower otrzymuje się mniej punktów niż za zwycięstwa i tych właśnie punktów zabrakło Kubańczykowi, by wyprzedzić Lewita. A przecież to, że jeden z rywali nie przystąpił do walki z Savonem nie jest jego winą.
O Kubańczyka jego zwolennicy mogą być jednak spokojni, to pięściarz światowej klasy i na pewno da sobie radę, dla nas ważniejsze jest, jak w innych turniejach kwalifikacyjnych radzić sobie będzie Jakubowski i jego koledzy. A myślę, że tacy pięściarze jak Dawid Michelus (60 kg), Mateusz Polski (60 kg), Damian Kiwior (63,5 kg) czy Mateusz Tryc (81 kg ) nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.
Tego pierwszego i ostatniego zobaczymy w piątek (od 20.30) w Pruszkowie, w meczu z Casiques Wenezuela. Obok nich w drużynie Hussars Poland zobaczymy jeszcze Grzegorza Kozłowskiego (52 kg) i dwóch obcokrajowców: niepokonanego w tym sezonie Irlandczyka Stephena Donnelly (69 kg) i Litwina Mantasa Valaviciusa (plus 91 kg).
Wenezuelczycy przysłali mocny skład i zrobią wszystko, by pokonać Husarię, która co najwyżej może awansować z miejsca siódmego na szóste w swojej grupie. No i jeszcze jedno: miło byłoby zakończyć ten sezon wygraną. Przed tygodniem nasz zespół wygrał 4:1 w Gdańsku z USA Knockouts, więc zwycięstwo z Casiques nie jest niemożliwe.
Komentarze