MŚ Lahti 2017. Staręga: To zawsze przykre, kiedy zdejmują cię z trasy

Polska sztafeta 4x10 km nie ukończyła zmagań podczas narciarskich mistrzostw świata w Lahti. Biało-czerwoni zostali zdublowani na trzeciej zmianie. - To zawsze przykre, kiedy zdejmują cię z trasy - powiedział biegnący wówczas Maciej Staręga.
Dwa lata temu w Falun Polacy zostali zdjęci już na drugiej zmianie. W piątek oprócz Staręgi pobiegli Dominik Bury i Jan Antolec, a skład uzupełniał Paweł Klisz. Los podopiecznych trenera Janusza Krężeloka podzielili: Ukraińcy, Estończycy, Rumunii oraz Kanadyjczycy. Do mety dotarło jedenaście drużyn.
- Chciałbym, żeby ta sztafeta wyglądała lepiej, ale to melodia przyszłości. Na pewno przy tym, co mamy w naszym kraju, nie wejdziemy na poziom Skandynawów. Konkurencja wśród mężczyzn jest też dużo większa niż u kobiet. Robimy co się da - dodał 27-letni siedlczanin.
Staręga Lahti może jednak opuszczać z podniesioną głową. W sprincie indywidualnym "łyżwą" zajął bowiem ósme miejsce.
- Jestem zadowolony ze swojej dyspozycji w sprincie, ale nie ukrywam, że dystanse też chciałbym lepiej biegać. Nie mogę tego jednak zrobić kosztem wyników w sprincie. Trzeba będzie znaleźć jakiś złoty środek, bo chciałbym móc bardziej pomagać drużynie - podkreślił.
Biegowe zmagania mężczyzn zakończą się w niedzielę rywalizacją na królewskim dystansie 50 km techniką dowolną. Chęć uczestnictwa w niej zgłosił Antolec.
Złoty medal w męskich sztafetach nieprzerwanie od 2001 roku zdobywają Norwegowie. Tym razem o 4,6 s wyprzedzili Rosjan. Z trzeciego miejsca na podium cieszyli się Szwedzi. Ich strata wyniosła już jednak aż 2.31,8.
Przejdź na Polsatsport.pl