Marek Magiera: Siatkówka, czyli "najbardziej zespołowy z zespołowych sportów"
Jest awans na igrzyska olimpijskie i jest wielka radość. I jest zasadnicze pytanie. Na co tak naprawdę stać nasze siatkarki? Na co stać nasze siatkarki, jeśli ustabilizują formę i będą grały bez falowania na równym – powiedzmy, że solidnym, nawet nie na ekstremalnie najwyższym, tylko właśnie na solidnym wysokim poziomie? Olimpijski medal? A dlaczego nie? Blisko dwa lata temu, kiedy Stefano Lavarini obejmował naszą reprezentację, występ na igrzyskach rozpatrywaliśmy w sferze odległych marzeń.


Analiza Jakuba Bednaruka po meczu Polska - Włochy (3:1)

Kamil Bortniczuk: Po tym można poznać prawdziwą drużynę

Krzysztof Zając: To jest bardzo zgrany zespół

Joanna Pacak: Na naszych oczach dzieje się coś niesamowitego

Martyna Łukasik: Z każdym meczem jesteśmy coraz mocniejsze

Agnieszka Korneluk: To był bardzo długi sezon

Sebastian Świderski: Dawno nie przeżywałem tak meczu

Kamila Witkowska: To było nasze spotkanie

Tak komentatorzy zareagowali na awans polskich siatkarek na igrzyska olimpijskie

Magdalena Stysiak: Trener zmienił w nas wszystko

Joanna Wołosz: Znam swoją wartość

Stefano Lavarini: Obecność mojej rodziny na trybunach wpłynęła na mnie

Maria Stenzel: Mamy okazję do świętowania

Polska - Włochy 3:1. Skrót meczu

Magdalena Jurczyk: Wiedziałyśmy, o co grałyśmy
Tak, tak… Zdaję sobie sprawę z faktu, że wielu z czytelników powyższą tezę odbierze jako niepotrzebne pompowanie balonika i że mamy taką narodową przywarę, że lubimy w ten balon dmuchać bez opamiętania. Ale już tak na chłodno bez emocji i popadania w stan euforyczny spróbujmy wspólnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy podczas łódzkiego turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich graliśmy jakieś rewelacyjne zawody? Czy w trzech decydujących o awansie meczach zagraliśmy jakieś super mecze? Szczególnie z Włoszkami i z Niemkami? Ktoś powie, że to nie ma żadnego znaczenia, bo cel został zrealizowany i szukamy dziury w całym. Że te wszystkie słowa krytyki, które spadły na zawodniczki podczas tego turnieju, zwłaszcza po pierwszych spotkaniach i porażce z Tajlandią to „czepiactwo” – celowo nie używam tutaj słowa „hejt” którym w pomeczowym wywiadzie w Polsacie Sport posłużyła się Joanna Wołosz, bo to nie jest żaden hejt, tylko zwykła ludzka głupota wynikająca z bezkarności i zwykłego chamstwa, którego w internecie dzięki poczuciu anonimowości nie brakowało, nie brakuje i brakować niestety nie będzie. Ale nie o to chodzi. Krytyka, ta konstruktywna – nie „hejt” i zwykłe internetowe „wymiociny” – powinna być odbierana nie jako atak, tylko raczej dbałość o nasz wspólny nadrzędny interes, a jest nim reprezentacja Polski i nic ponad nią nie ma!
ZOBACZ TAKŻE: Jest nowy ranking FIVB! Które miejsce zajmują Polki?
Wracając jeszcze do wywiadu Joanny Wołosz – absolutnie można zrozumieć jej frustrację, bo ocena gry reprezentacji od jej powrotu do drużyny ograniczyła się do detalicznej kwestii dotyczącej rozegrania, a przecież dosłownie cytując klasyka – tutaj w pojedynkę nic nie zrobimy, bo siatkówka jest najbardziej zespołowym z zespołowych zespołów. I tutaj też można by zapytać jakie emocje w tej całej sytuacji targały Katarzyną Wenerską, prawda?
Po meczu ze Stanami Zjednoczonymi ekspert Polsatu Sport Jakub Bednaruk powiedział, że nie ma wątpliwości, że Wołosz jest lepszą rozgrywającą od Wenerskiej, ale reprezentacja Polski z Wenerską gra lepiej niż z Wołosz. Po ostatnim meczu z Włoszkami śmiało można powiedzieć, że nie byłoby olimpijskiego awansu z turnieju w Łodzi, gdyby nie obie nasze rozgrywające – panna Joanna w meczu z Włochami i wielka Katarzyna w starciu z USA. Plus wszystkie pozostałe dziewczyny, bo przecież siatkówka jest najbardziej zespołowym z zespołowych sportów.
