Pierwszy błąd nowego trenera kadry. „Murem za Thurnbichlerem”

Adam Małysz ogłosił dymisję Thomasa Thurnbichlera i angaż Macieja Maciusiaka. Rafał Kot, członek PZN, jest zadowolony z wyboru, ale już wrzuca kamyczek do ogródka nowego trenera. I mówi, że trzeba zrobić wszystko, żeby inni nie zabrali nam Thurnbichlera, bo wciąż go potrzebujemy.
Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Mamy nowego trenera kadry skoczków. Pan się podpisuje pod tą zmianą obiema rękami?
Rafał Kot, członek PZN: Tak. Nie mieliśmy wyboru, bo atmosfera szwankowała.
W drużynie czy wokół kadry?
W drużynie. Chodzi o starszych zawodników. Paweł Wąsek był bardzo zadowolony, ale im współpraca z Thurnbichlerem nie pasowała.
Już ludzie piszą, że ulegliście dyktatowi, a przecież ci starsi zaraz skończą kariery.
My nie ulegliśmy. Jesteśmy w sytuacji, w której tych starszych nie mamy kim zastąpić.
A Wąsek?
To jeden zawodnik, który mówił, że najchętniej dalej pracował z Thurnbichlerem. Jednak nawet on, kiedy Thomas zaproponował podział kadry A na dwa teamy, powiedział, że choć wiele Austriakowi zawdzięcza, to nie wyobraża sobie, żeby miał trenować poza główną grupą. Stwierdził, że musi być jeden team na igrzyska i ja się z nim zgadzam.
W sumie zmieniliście trenera, a ktoś mógłby powiedzieć, że tej kadrze potrzeba nowych, zdolnych zawodników.
Na to jednak musimy poczekać. Jakby nie spojrzeć lata sukcesów przyczyniły się do rozpadu zaplecza. Pierwsza kadra kwitła, przychodzili sponsorzy, ale to okazało się zabójcze dla zaplecza. Dlatego teraz, kiedy wchodzimy w rok przygotowań olimpijskich, nie możemy sobie pozwolić na odstawienie starszych skoczków. Nie możemy robić eksperymentów, żeby z igrzysk wrócić z niczym. Raz jeszcze powtórzę, że my się nie ugięliśmy, a nawet jeśli, to zrobiliśmy to dla dobra dyscypliny.
Dlaczego Maciej Maciusiak?
Bo może nam zapewnić to, o czym marzymy, czyli dobry wynik. Jest doświadczony. Kiedyś był w prywatnym teamie Adama Małysza, a ostatnio był asystentem Thurnbichlera. Kiedy nasi zawodnicy usłyszeli o Maciusiaku, to nie było żadnego głosu na nie. Wybraliśmy najlepszą opcję.
Czytam komentarze, że prezes Małysz wziął kolegę.
Ludzie różne rzeczy będą mówić i pisać. Mnie wkurza jedno. Jak się sezon zaczął, to bardzo szybko rozpętało się piekło wokół Thurnbichlera. Że trzeba go zwolnić, bo się nie nadaje. A jak go zwolniliśmy, to te same media, które wcześniej chciały dymisji Austriaka, pytają, czy to dobre posunięcie. Ja tego nie rozumiem.
Thurnbichler zostanie? Chcecie, żeby pracował z juniorami.
Powiem szczerze, że ja nie widzę innej opcji. A powiem jeszcze głośniej, że jak się nie zgodzi, to będziemy mieli duży problem. Według mnie to jest jedyny trener, który jest w stanie coś z naszymi juniorami osiągnąć. My mamy dobrych szkoleniowców, ale nie takich, którzy dźwigną taką pracę.
To w czym kłopot?
W tym, że już w Planicy inne kraje chodziły koło niego i namawiały go do pracy.
Ryzyko, że odejdzie jest...?
Bardzo duże. Jeśli on ma ambicje i dostanie prowadzenie znaczącej kadry albo posadę asystenta w mocnej reprezentacji, to różnie może być. W Polsce trzyma go to, że ma żonę, dziecko i mieszkanie w Krakowie. Żyjemy jednak w czasach, gdzie decyzję o przeprowadzce można podjąć z dnia na dzień. Dziś mieszka u nas, a za chwilę może być w Austrii czy Słowenii. Ja go znam. On nie ma parcia finansowego, ale swoje ambicje ma na pewno.
Poza tym dla niego praca z juniorami w Polsce jest degradacją.
To prawda. Natomiast w Tatrzańskim Związku Narciarskim, a mamy połowę głosów w PZN, stoimy murem za Thurnbichlerem. Chcemy, żeby dalej był i pracował dla polskiej reprezentacji, żeby odbudował nasze zaplecze. Sądzimy, że w ciągu dwóch lat mógłby to zrobić. My tego potrzebujemy, bo nie wiemy, kto zostanie po igrzyskach.
Czyli Thurnbichler jest za słaby dla pierwszej reprezentacji, natomiast znakomicie poradzi sobie z juniorami.
Tak bym tego nie ujął. Natomiast w naszym przypadku wszystko się rozjechało. Starsi zawodnicy mieli problem z dopasowaniem się do nowego stylu skakania, a Thomas, próbując im pomóc, często zmieniał decyzje. Chciał zrobić za dużo rzeczy na raz. Próbował się dopasować. Tymczasem starsi zawodnicy narzekali, mówiąc, że wczoraj miało być tak, a dziś jest tak. Efekt jest taki, że za nami najgorszy sezon od lat z jednym podium Wąska.
Przed Maciusiakiem trudne zadanie zmiany tego stanu rzeczy.
I tu muszę wrzucić kamyczek do ogródka nowego trenera, bo jeszcze dobrze nie siadł na stołku, a już powiedział, że widzi sześciu zawodników do rywalizacji o wyjazd na igrzyska. To mi się nie podoba. Przecież ci zawodnicy z zaplecza po to trenują i skaczą, żeby widzieć światełko w tunelu.
A trener już ich skreślił.
Dlatego mówię, że to mi się nie podoba. Jak trenerem był Stefan Horngacher, to kadra była zamknięta, hermetyczna. I nawet jak ktoś spoza kadry błyszczał i bił rekordy, to nie miał do niej wstępu, nie mógł się wcisnąć. A ja uważam, że nie wolno hermetyzować kadry. Każdy musi mieć szansę.
To może trzeba było wziąć innego trenera. Niektórzy mówili, że dobrą opcją byłby szkoleniowiec Zografskiego.
Grzegorz Sobczyk. Nie było takiego tematu, bo on ma ważny kontrakt. Poza tym Maciusiak był najlepszą opcją. Tylko te słowa niepotrzebne.

