Kot, Hula, Kubacki i Stoch. Polska drużyna na medal!

Zimowe
Kot, Hula, Kubacki i Stoch. Polska drużyna na medal!
fot. PAP

Polscy skoczkowie wywalczyli brązowy medal w konkursie drużynowym igrzysk olimpijskich Pjongczang 2018. Polacy wystąpili w składzie: Maciej Kot, Stefan Hula, Dawid Kubacki oraz Kamil Stoch. Przedstawiamy zdobywców pierwszego medalu olimpijskiego w drużynowej rywalizacji dla reprezentacji Polski:

 

Dawid Kubacki – uciekł przeciętności

Dawid Kubacki przez lata skakał nierówno. "Albo coś zmienię, albo zostanę przeciętniakiem" - powiedział sobie po tym, jak w 2015 roku został odsunięty od kadry A. Dwa lata później pierwszy raz stanął na podium zawodów Pucharu Świata, a w Pjongczangu zdobył olimpijski medal.

Urodzony w Nowym Targu 13 marca 1990 roku Kubacki na nartach zaczął jeździć zanim jeszcze nauczył się dobrze chodzić. Rodzinna anegdota mówi, że zdecydował się postawić na skoki już jako pięciolatek po tym, jak w telewizji zobaczył lot Japończyka Kazuyoshiego Funakiego

Młody chłopak szybko rozpoczął treningi w Zakopanem, gdzie trafił pod skrzydła Zbigniewa Klimowskiego.

"Nieraz były śnieżyce, mrozy, mnie nie było na miejscu, nie było jak go zawieźć na trening, a on plecaczek zakładał, do autobusu, a dalej z z buta i na skocznię" - wspominał ojciec zawodnika Edward Kubacki.

Latanie było i jest prawdziwą pasją Kubackiego również poza skocznią. W przeszłości budował z kolegami kartonowe makiety szybowców, które potem spuszczał z górskich szczytów. Dziś zajmuje się profesjonalnym modelarstwem lotniczym.

W zawodach Pucharu Świata zadebiutował w styczniu 2009 roku w Zakopanem zajmując 49. miejsce. W kolejnych sezonach daleko latał tylko na igelicie, kiedy m.in. dwukrotnie stanął na podium zawodów Letniej Grand Prix. "Jest lato, to Dawid fruwa" – mieli wtedy żartować jego koledzy z reprezentacji.

Zimą wiodło mu się jednak dużo gorzej. Pierwsze punkty PŚ zdobył pod koniec 2012 roku w fińskim Kuusamo. Choć wraz z drużyną zdobył brązowy medal MŚ w Val di Fiemme (2013), nieźle prezentował się latem (mistrzostwo Polski w 2013 roku) i potrafił zaskoczyć bardzo dalekimi skokami na treningach i w kwalifikacjach, to wciąż nie mógł się odnaleźć w najważniejszych zawodach.

W 2015 roku trener Łukasz Kruczek podjął decyzję o przeniesieniu Kubackiego do kadry B.

"Oczywiście byłem zaskoczony i musiałem przetrawić to, że zostałem odsunięty na boczny tor, ale jednocześnie uznałem, że nowy trener, nowy sztab i nowa koncepcja moich skoków może przynieść dobre rezultaty. Przeanalizowałem parę spraw, doszedłem do kilku wniosków i rozpocząłem mocną pracę nad sobą. Usiedliśmy, porozmawialiśmy i wprowadzamy ustalenia w życie. Jak widać - skutkuje. Dużo daje mi także systematyczna współpraca z psychologiem" - zaznaczył.

Praca pod okiem Macieja Maciusiaka i Wojciecha Topora szybko przyniosła skutki. Latem 2016 roku Kubacki wrócił do kadry A, którą objął Austriak Stefan Horngacher, i zaczął regularnie punktować w PŚ. Przed rokiem wspólnie z kolegami wywalczył też złoty medal MŚ w Lahti. Szczyt formy przypadł jednak latem 2017, kiedy zdominował cykl Grand Prix wygrywając wszystkie pięć konkursów, w których wystartował.

"To duży sukces, ale cała koncentracja jest na sezonie zimowym. Mam nadzieję, że do tego czasu poprawię jeszcze kilka rzeczy" – mówił wówczas Kubacki

Sezon olimpijski zaczął nieźle, ale... poniżej oczekiwań. Do letniej dyspozycji wrócił dopiero pod sam koniec roku, kiedy w inauguracyjnym konkursie Turnieju Czterech Skoczni w niemieckim Oberstdorfie zajął trzecie miejsce i po raz pierwszy w karierze zimą stanął na podium zawodów PŚ. W pozostałych konkursach prestiżowej imprezy nie skakał już jednak tak równo i daleko, a w całym cyklu zajął szóste miejsce.

"Formę ma taką, że mógłby osiągać wielkie wyniki, ale moim zdaniem zjadają go niestety emocje. Gdy to opanuje, a dyspozycja pozostanie, będzie wygrywał" - ocenił tamte występy Kazimierz Długopolski, olimpijczyk z Sapporo (1972) i Lake Placid (1980).

Emocje udało mu się opanować na ostatnim przedolimpijskim sprawdzianie w niemieckim Willingen, gdzie ponownie "wskoczył" na podium zajmując trzecią lokatę.

Po dobrych wynikach na przełomie 2017 i 2018 roku 27-letni Kubacki mógł wreszcie nadzieję, że uwolnił się od koszmaru uzyskiwania dobrych rezultatów wyłącznie na treningach, w kwalifikacjach czy latem. Jako młody zawodnik przez lata ćwiczył ze starszymi od siebie kolegami i raczej nigdy nie był wymieniany jako największy talent czy "nadzieja polskich skoków". Jego trenerzy podkreślają jednak, że lata skakania w takiej otoczce sprawiły, że zaczął wyróżniać się sumiennością i pracowitością. Jest też bardzo dociekliwy i analityczny, a swoje skoki rozkłada na części pierwsze, by potem niczym model złożyć z nich imponującą całość.

"Przez cały czas trzeba być skoncentrowanym na tym, co ma się do zrobienia, a wyniki poznamy dopiero po konkursach. Wybieganie w przyszłość to po prostu błędne myślenie" – mówił przed wylotem do Pjongczangu.

Igrzyska nie zaczęły się po jego myśli. W pierwszym konkursie - na obiekcie normalnym - przegrał z wiatrem i zajął 35. miejsce. Na dużej skoczni był piąty po pierwszej serii i realnie mógł liczyć, że włączy się do walki o medal. Drugi skok miał jednak słabszy i ostatecznie spadł na 10. pozycję. Pełnię możliwości zademonstrował dopiero w zawodach drużynowych - szybował daleko, w swojej grupie był najlepszy w pierwszej serii i drugi w finale. Miał wielki wkład w pierwszy w historii - brązowy - medal olimpijski zespołu.

"To spełnienie marzeń każdego z nas, niezależnie od koloru medalu, to medal olimpijski. Nie każdy ma okazję w ogóle o niego walczyć, a my go zdobyliśmy. Te radosne chwile długo będą w naszej pamięci i będziemy je przywoływać" – powiedział po konkursie.

 

RM, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie