Kot, Hula, Kubacki i Stoch. Polska drużyna na medal!

Zimowe
Kot, Hula, Kubacki i Stoch. Polska drużyna na medal!
fot. PAP

Polscy skoczkowie wywalczyli brązowy medal w konkursie drużynowym igrzysk olimpijskich Pjongczang 2018. Polacy wystąpili w składzie: Maciej Kot, Stefan Hula, Dawid Kubacki oraz Kamil Stoch. Przedstawiamy zdobywców pierwszego medalu olimpijskiego w drużynowej rywalizacji dla reprezentacji Polski:

 

Maciej Kot – szybki debiut, późne sukcesy

Kariera Macieja Kota to historia szybkiego debiutu i późnych sukcesów. Najmłodszy skoczek polskiej kadry startował w Pucharze Świata już jako nastolatek, ale jego talent rozwijał się powoli, a pierwsze sukcesy przyszły po dekadzie. Ich ukoronowaniem jest olimpijski brąz w drużynie.

Urodził się w Limanowej, skąd pochodzą jego dziadkowie, ale wychował się i mieszka w Zakopanem. Przygodę z nartami zaczynał od zjazdówek, ale w ogarniętym "Małyszomanią" kraju od omijania tyczek bardziej popularne było szukanie pagórków i muld. Początkowo niechętni jego nowej pasji rodzicie zdecydowali się zapisać 10-letniego Maćka i jego starszego brata Jakuba na trening skoków licząc, że ta trudna i techniczna dyscyplina szybko się im znudzi. Zapał jednak nie minął, a Kot pod okiem doświadczonego trenera i olimpijczyka Kazimierza Długopolskiego połknął bakcyla.

Kilka lat później talent w robiącym szybkie postępy zawodniku dostrzegł fiński szkoleniowiec reprezentacji Polski Hannu Lepistoe, który powołał Kota na drużynowy konkurs PŚ w Lahti w marcu 2007 roku.

"Pamiętam jakby to było wczoraj. Ten chłopak miał w sobie potencjał, ale jednocześnie jego talent trzeba było szlifować" - powiedział Fin wspominając debiut w poważnych zawodach niespełna 16-letniego skoczka.

To było ogromne wyróżnienie dla młokosa. Jak przyznał, w pucharowym debiucie - oprócz sportowej tremy - towarzyszył mu też stres związany z obecnością w kadrze Adama Małysza. Kot nie wiedział, w jaki sposób miał zwracać się do swojego idola.

"Starałem się mówić bezosobowo. Nie pytałem: 'ej, a ty wiesz o której jutro trenujemy?', tylko mówiłem na głos coś w stylu: 'ciekawe, o której mamy jutro trening...'. Wiesz, oglądasz Adama w telewizji, jego plakat wisi nad twoim łóżkiem, a nagle jesteście kumplami z jednej drużyny. I to reprezentacji Polski!" - wspominał po latach Kot.

Szybki debiut nie zapowiadał jednak błyskawicznej kariery. Choć począwszy od sezonu 2007/08 występował w PŚ coraz częściej, to nie potrafił zakwalifikować się do drugiej serii konkursów. Nieco lepiej wiodło się Kotowi w zawodach Letniej Grand Prix, na Uniwersjadzie oraz przede wszystkim w MŚ juniorów, gdzie w 2008 i 2009 roku wywalczył trzy medale.

Pewne przełamanie nadeszło dopiero w latach 2012-14, gdy zaczął regularnie zdobywać punkty w PŚ oraz pomógł drużynie wywalczyć brąz MŚ w Predazzo. Kiedy w 2014 roku w igrzyskach w Soczi zajął siódme miejsce na normalnym obiekcie, wydawało się, że jest u progu wielkich wyników. W kolejnym sezonie prezentował się jednak bardzo słabo i w efekcie nie pojechał na kolejne MŚ.

"To było bardzo bolesne przeżycie. Zastanawiałem się nawet, czy nie rzucić skoków, ale dzięki pomocy życzliwych osób i ciężkiej pracy znów odnalazłem w tym wszystkim radość. Teraz zamierzam czerpać z tamtego doświadczenia" – wspominał niedawno zawodnik.

Sytuację skoczka zmieniło przejęcie kadry przez Stefan Horngachera wiosną 2016 roku. Będący na zakręcie kariery Kot, prywatnie wielki miłośnik rajdów samochodowych, znalazł w osobie Austriaka wyśmienitego pilota, który błyskawicznie pomógł mu wyjechać na prostą.

"Moment przełomu poczułem tak naprawdę, gdy dowiedziałem się, że Stefan zastąpił Łukasza Kruczka na stanowisku trenera. Wynika to z tego, że zawsze miałem nieodparte wrażenie, iż Niemcy oraz Austriacy skaczą inaczej, inaczej również trenują. Nie wiedziałem do końca, o co w tym chodzi, ale wierzyłem, że Stefan te tajniki przed nami otworzy. Od pierwszych obozów przygotowawczych niemal wszystko trzeba było robić inaczej. To był dla mnie dobry znak, bo gdyby Stefan miał te same metody, co były wcześniej, to pewnie nic by się u mnie nie zmieniło" – mówił o trenerze Kot.

Wkrótce po objęciu kadry przez Austriaka Kot wygrał klasyfikację generalną Letniej Grand Prix, a w grudniu 2017, po blisko 10 latach od swojego debiutu w Lahti, po raz pierwszy stanął na podium zawodów PŚ - w norweskim Lillehammer był drugi, za Kamilem Stochem.

"Czekałem na taki występ co roku, bo wiedziałem, że jest utalentowany. Prawda jest jednak także taka, że chyba Maciej nie koncentrował się wyłącznie na skokach, wiele rzeczy go zajmowało. Nie skupiał się na pracy. Teraz widać w nim zmianę. We wszystkim. Ale też to, że współpraca z innym trenerem dużo mu dała" – mówił po tamtym występie Lepistoe.

Kolejne sukcesy w sezonie 2016/17 przyniosły zawody w Azji. W Sapporo Kot wygrał, ex aequo ze Słoweńcem Peterem Prevcem, a tydzień później już samodzielnie triumfował na olimpijskim obiekcie w Pjongczangu. W klasyfikacji generalnej PŚ zajął piąte miejsce.

"Pokory i cierpliwości uczyłem się latami. Zawsze chciałem wygrywać, nawet gdy nie byłem jeszcze gotowy. I dostałem po nosie" - mówił w jednym z wywiadów zawodnik, który choć obecny sezon rozpoczął słabiej to na igrzyska zdążył z formą, choć nie bywał już w lepszej dyspozycji. Indywidualnie poszło mu jednak przeciętnie - dwukrotnie był 19. Stanowił jednak silny punkt zespołu, który sięgnął po brązowy medal.

"Nie ukrywam, że było mi ciężko skakać na najwyższym poziomie po tym, co działo się w konkursach drużynowych. Ale usiedliśmy z trenerami, przygotowaliśmy jasny plan do wykonania. Można gdybać co by było, gdyby forma była jak rok temu, ale cieszę się, że jestem częścią tej drużyny" - powiedział po konkursie.

Po latach pełnej wzlotów i upadków kariery Kot sposobem zachowania zaczyna przypominać swoich sportowych idoli z przeszłości, słynących ze spokoju i skromności Małysza, Kazuyoshi Funakiego czy Ayrtona Sennę. Podobnie jak "Orzeł z Wisły" on też przechadza się w skupieniu po skoczni i tylko zamiast "dwóch równych skoków" w tajemniczym półuśmiechu zawsze mówi o tym, "co można byłoby jeszcze poprawić".

 

Od 9 do 25 lutego w ramach „otwartego okna” wszyscy abonenci Cyfrowego Polsatu będą mieli nieograniczony dostęp do 3 uruchomionych specjalnie na czas Zimowych Igrzysk Olimpijskich kanałów: Eurosport 3, Eurosport 4 i Eurosport 5, gdzie będzie można oglądać relacje z igrzysk w jakości HD i bez reklam.

 

Kanały dostępne będą na dekoderach Cyfrowego Polsatu pod numerami 222, 223, 224.

 

Dodatkowo zapewnimy polską oprawę komentatorską wydarzenia na tych kanałach, realizowaną przez dziennikarzy i ekspertów Polsatu Sport.

RM, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie